Mój dziadek przez całe swoje życie pracował dla Telekomunikacji Polskiej. Nowe zajęcie zaoferowano mu dopiero po dziewiętnastu latach. Powiedział wtedy: „Pokażcie mi moje nowe stanowisko pracy, abym mógł zabrać się do wykonywania moich obowiązków". Tak długo, jak miał jakieś zajęcie, nie obchodziło go, co musi robić. Wierzył także, że przedsiębiorstwo zatroszczy się o jego interesy w trakcie całej jego kariery zawodowej. Tak wyglądało wtedy zatrudnienie. Dzisiaj przedstawiciel zarządu może stwierdzić: „Dziękujemy ci za dziewiętnaście lat pracy. Wykonywałeś wszystkie zadania, które ci zlecaliśmy, i wykonywałeś je dobrze, jednak ze względu na restrukturyzację, którą przeprowadzamy w naszej firmie, musimy cię zwolnić". Oto wyzwanie dla naszego pokolenia - przystosować się do nowych warunków rynku pracy. Dorastając, większość z nas sądziła, że droga do sukcesu wiedzie przez jedno przedsiębiorstwo lub co najwyżej dwie firmy. Zwolnienie pracownika możliwe było tylko na skutek jego wyjątkowej niekompetencji. To się jednak skończyło. Obecnie może się zdarzyć, że nieraz będziesz zadawać sobie pytanie: „Co zrobiłem źle?" i odpowiadać na nie: „Nic". Przetrwanie wymaga od przedsiębiorstw przyznania absolutnego priorytetu wskaźnikom finansowym. Pracodawcy zmuszeni są przystosowywać się do szybko zmieniającego się otoczenia gospodarczego. Aby uratować 70% załogi przedsiębiorstwa, trzeba niekiedy zwolnić pozostałe 30%. Takie są realia biznesu.
